Douglas A-20 podniesiony z dna Bałtyku pojedzie do Krakowa

z16907606Q,Port-Wojenny-w-Gdyni--Uroczyste-przekazanie-wraku-[1]Douglas A-20 podniesiony z dna Bałtyku to jeden z szesnastu zachowanych na świecie samolotów tego typu. Dzięki badaniom wiemy, że wydobyty samolot został ostrzelany przez okręt wojenny. Wodował z uszkodzonym lewym silnikiem. W poniedziałek samolot został oficjalnie przekazany Muzeum Lotnictwa Polskiego w Krakowie
Samolot Douglas A-20 z okresu II wojny światowej, został podniesiony z dna Bałtyku na początku października. Wrak znaleziono przypadkiem w czerwcu ubiegłego roku podczas rutynowych badań prowadzonych na morzu.Ostrzelane skrzydło, uszkodzony silnikJego wydobycie to jedno z najbardziej spektakularnych wydarzeń w polskiej archeologii od czasów wojny. Wrak udało się podnieść w całości, bez rozczłonkowywania na mniejsze elementy. Dziś wiemy, że wydobyty samolot został ostrzelany nie z powietrza, ale z morza, przez okręt wojenny. Wodował z uszkodzonym lewym silnikiem, o czym świadczy ustawienie śmigła w tzw. chorągiewkę.Latał pod barwami ZSRR – Rosjanom został prawdopodobnie przekazany przez Amerykanów w ramach umowy Lend-Lease.

Przez ostatnie trzy tygodnie konserwatorzy z Narodowego Muzeum Morskiego w Gdańsku oczyszczali i zabezpieczali wrak. Irena Rodzik z Działu Konserwacji Muzealiów Narodowego Muzeum Morskiego w Gdańsku: – Usunęliśmy część mułu, a także omułki – ciemne muszle. Dzięki temu skrzydła ważą teraz kilkaset kilogramów mniej. Co ciekawe, po oczyszczeniu wraku w czterech miejscach ukazała się czerwona gwiazda, widoczne są także ślady przestrzeleń na skrzydle.

Załoga ocalała

W poniedziałek Małgorzata Omilanowska, minister kultury i dziedzictwa narodowego, zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami oficjalnie przekazała obiekt do Muzeum Lotnictwa Polskiego w Krakowie.

– To ewenement, że z dna Bałtyku udało się wydobyć tak dobrze zachowany wrak – mówiła Małgorzata Omilanowska. – W niektórych miejscach widać wyraźnie, że zachowały się urządzenia sterownicze, okablowanie, elementy wyposażenia samolotu, nawet zegary.

Dzięki badaczom wiemy, jaki los spotkał załogę samolotu. – Samolot został strącony przez niemiecki okręt – mówiła Omilanowska. – Wiemy, że załoga bombowca ocalała. Samolot wodował, ale załoga zdołała go opuścić. (…) Nie rozegrała się tu żadna ludzka krwawa tragedia, sprzęt został utracony w wyniku działań bojowych. Ale na szczęście znalazł się na naszych wodach terytorialnych (…). Dziś nie ma wątpliwości do kogo należy.

Najlepsze miejsce dla Douglasa

Muzeum Lotnictwa Polskiego w Krakowie to jedno z największych muzeów lotniczych w Europie – zbiory liczą ponad 240 samolotów, szybowców, śmigłowców, ponad 140 silników. Na początku roku krakowska placówka znalazła się na liście najlepszych światowych muzeów lotniczych w rankingu stworzonym przez CNN. Na czternaście wyróżnionych instytucji polskie muzeum umieszczono na ósmym miejscu. W Krakowie samolot jak najszybciej zostanie poddany pracom konserwatorskim ze względu na postępującą korozję. Tam też zapadnie decyzja, w jakiej formie będzie eksponowany. Przygotowanie do ekspozycji ma potrwać około trzech lat.

Muzealnicy rozważają trzy możliwości prezentacji wraku. Oczyszczony i zabezpieczony, być może z wysuniętym podwoziem, będzie prezentowany w charakterze destruktu. Druga możliwość to zarysowanie bryły i eksponowanie samolotu w formie fantomu. Najlepiej zapowiada się trzecia możliwość.

– Po przeprowadzeniu prac konserwatorskich wrak można zanurzyć w basenie z wodą, imitującym dno morskie. Odwiedzający mogliby oglądać wrak przez szklaną szybę – wyjaśnia Krzysztof Radwan, dyrektor Muzeum Lotnictwa Polskiego w Krakowie.

Transport wraku do Krakowa zaplanowano na piątek. Samolot przewiezie specjalna ciężarówka, trwają ostatnie ustalenia z Generalną Dyrekcją Dróg Krajowych i Autostrad w sprawie przebiegu trasy.

Lekki bombowiec Douglas Aircraft Company został wyprodukowany w 7478 egzemplarzach, ale do dziś na świecie zachowało się 15 – m.in. w Stanach Zjednoczonych, w Australii, Wielkiej Brytanii. Wydobycie 16. wraku z dna Bałtyku odbyło się przy współpracy Muzeum Morskiego w Gdańsku, Marynarki Wojennej, która użyczyła okręt ORP „Lech”, i spółki LOTOS Petrobaltic, która udostępniła statek badawczy „St. Barbara” oraz holownik „Kambr”.