Autor Wątek: Tajemnice III Rzeszy. „Złoty pociąg” nie był legendą  (Przeczytany 13901 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Offline bajonet

  • Użytkownik
  • **
  • Wiadomości: 132
  • All Cops Are Bastards
Dwanaście wagonów czteroosiowych z cennym ładunkiem, stu żołnierzy ochrony składu, platforma z działkiem typu Flak pchana przez lokomotywę parową TR5, karabiny maszynowe na dachach wagonów, wóz pancerny (drezyna) jako rozpoznanie toczący się kilometr przed składem właściwym, czy to tylko wspomnienia zmarłego w ubiegłym roku (2008) Horsta Horowitza spisane dla dezinformacji zainteresowanych, czy fakt?

Spróbujmy uchylić rąbka tajemnicy. Gigantyczny kubek doskonałej Lavazzy nabiera „mocy” na parapecie okna mojej pracowni, zanim kawa dostatecznie się zaparzy jest czas, aby w największą przeglądarkę internetową Google wpisać hasło: „Złoty pociąg”. Po chwili ukazuje się nam strona jakiegoś bloggera, a w niej chyba najbardziej znana treść legendy, która posłużyła mi, jako kanwa do przejechania ośmiu tysięcy kilometrów po Polsce przez ostatnie dwa lata po to tylko, aby dowiedzieć się tego, że… ***

Legenda

„Od wielu lat krąży legenda o „złotym pociągu” ukrytym w listopadzie 1944 r. masywie Sobiesz w Piechowicach (Petersdorf). Złoty Pociąg to dwanaście wagonów wyładowanych skarbami, które Niemcy pod koniec wojny wywieźli z Wrocławia, Berlina, Dolnego Śląska i Prus Wschodnich. Zdaniem łowców skarbów miały się w nim znajdować Bursztynowa Komnata, Złoto Wrocławia, dzieła sztuki. Dlaczego waśnie w Piechowicach?

Odpowiedzią może być umieszczona waśnie w Piechowicach fabryka, w której produkowano torpedy i urządzenia dla V1 i V2. Fabryka ta podobno miała podziemia, które właśnie były zlokalizowane w górze Sobiesz. Argumentem na istnienie podziemnej fabryki jest betonowy domek oraz studzienki obok tego domku. Domek Był prawdopodobnie wartownią. Posiada przedsionek, w którym by na pewno stał stojak na broń. We wnętrzu było miejsce na tzw. kozę. Zagadką są studzienki wodne. Ich przeznaczenia można się jedynie domyślać. Obok płynie strumyczek. W pobliżu jest nieduży nasyp ziemny o regularnym, prostokątnym kształcie, który może być hałdą górniczą. Wartownia jest umiejscowiona z daleka od szosy - nie mogła jej strzec. W pobliżu nie przechodzi nawet leśna droga. Studzienki, tak przynajmniej bym chciał, odwadniały podziemną fabrykę!

Czy wartownia strzegła podziemnej fabryki zbrojeniowej zbudowanej na pewno w oparciu o stare wyrobiska górnicze. Niektóre z tych wyrobisk w chwili obecnej dostępne są do zwiedzania, ale na skrajach tej góry. Ciekawą rzeczą są również zachowane równe jary na zboczach tej góry. Jary te biegną równolegle do stoku. Jary mogły służyć jako drogi transportu urobku skalnego w poprzednich wiekach. Wartownia mogła jednak strzec czegoś zupełnie innego. Teren ten w okresie wojny był strzeżony i nie mieli do dostępu mieszkańcy. Czy jednak w tej górze, której środek jest ponoć sypki, można było wybudować tak wielki tunel by pomieścić tam pociąg? Zanim pociąg tam wjechał należało ułożyć ok. 1 km torów (od zakładów do tunelu), potem je rozebrać. Wjazd do tunelu zawalić i zamaskować” […] *** Dzisiaj wiem, że w opisanej legendzie kompletnie nic się nie zgadza, słowem określić ten tekst można tylko jednym – HUMBUG lub bardziej przystępnie – stek bzdur przekazywanych sobie z ust do ust za pośrednictwem… no właśnie, kogo? W tej historii nic nie jest pewne z wyjątkiem jednego człowieka, który przeżył wojnę i jak twierdzi w swoim pamiętniku uczestniczył w wywózce największych skarbów… nie tylko polskich, ale zagrabionych w całej Europie.

Pod krytymi wagonami prócz skarbów sztuki znajdowało się mnóstwo równie cennych przedmiotów i dokumentów, które zawierały swoisty spis dzieł i miejsc w których ukryto inne artefakty poszukiwane od lat przez rządy państw i osoby prywatne. Ten przeklęty pociąg mógł być kluczem do poznania rabunkowej działalności „siepaczy Hitlera”. To twierdzenie mogło nie być do końca adekwatne do rzeczywistości ponieważ z dużym prawdopodobieństwem mógł w tym uczestniczyć sam Hermann Göring.
Pozdrawiam wytrwałych militarystów.
Militaria II WW...

Offline bajonet

  • Użytkownik
  • **
  • Wiadomości: 132
  • All Cops Are Bastards
Odp: Tajemnice III Rzeszy. „Złoty pociąg” nie był legendą
« Odpowiedź #1 dnia: 05.07.2011, 14:25:15 »
CYT.
Dwanaście wagonów czteroosiowych z cennym ładunkiem, stu żołnierzy ochrony składu, platforma z działkiem typu Flak pchana przez lokomotywę parową TR5, karabiny maszynowe na dachach wagonów, wóz pancerny (drezyna) jako rozpoznanie toczący się kilometr przed składem właściwym, czy to tylko wspomnienia zmarłego w ubiegłym roku (2008) Horsta Horowitza spisane dla dezinformacji zainteresowanych, czy fakt?

Spróbujmy uchylić rąbka tajemnicy. Gigantyczny kubek doskonałej Lavazzy nabiera „mocy” na parapecie okna mojej pracowni, zanim kawa dostatecznie się zaparzy jest czas, aby w największą przeglądarkę internetową Google wpisać hasło: „Złoty pociąg”. Po chwili ukazuje się nam strona jakiegoś bloggera, a w niej chyba najbardziej znana treść legendy, która posłużyła mi, jako kanwa do przejechania ośmiu tysięcy kilometrów po Polsce przez ostatnie dwa lata po to tylko, aby dowiedzieć się tego, że… ***

Legenda

„Od wielu lat krąży legenda o „złotym pociągu” ukrytym w listopadzie 1944 r. masywie Sobiesz w Piechowicach (Petersdorf). Złoty Pociąg to dwanaście wagonów wyładowanych skarbami, które Niemcy pod koniec wojny wywieźli z Wrocławia, Berlina, Dolnego Śląska i Prus Wschodnich. Zdaniem łowców skarbów miały się w nim znajdować Bursztynowa Komnata, Złoto Wrocławia, dzieła sztuki. Dlaczego waśnie w Piechowicach?

Odpowiedzią może być umieszczona waśnie w Piechowicach fabryka, w której produkowano torpedy i urządzenia dla V1 i V2. Fabryka ta podobno miała podziemia, które właśnie były zlokalizowane w górze Sobiesz. Argumentem na istnienie podziemnej fabryki jest betonowy domek oraz studzienki obok tego domku. Domek Był prawdopodobnie wartownią. Posiada przedsionek, w którym by na pewno stał stojak na broń. We wnętrzu było miejsce na tzw. kozę. Zagadką są studzienki wodne. Ich przeznaczenia można się jedynie domyślać. Obok płynie strumyczek. W pobliżu jest nieduży nasyp ziemny o regularnym, prostokątnym kształcie, który może być hałdą górniczą. Wartownia jest umiejscowiona z daleka od szosy - nie mogła jej strzec. W pobliżu nie przechodzi nawet leśna droga. Studzienki, tak przynajmniej bym chciał, odwadniały podziemną fabrykę!

Czy wartownia strzegła podziemnej fabryki zbrojeniowej zbudowanej na pewno w oparciu o stare wyrobiska górnicze. Niektóre z tych wyrobisk w chwili obecnej dostępne są do zwiedzania, ale na skrajach tej góry. Ciekawą rzeczą są również zachowane równe jary na zboczach tej góry. Jary te biegną równolegle do stoku. Jary mogły służyć jako drogi transportu urobku skalnego w poprzednich wiekach. Wartownia mogła jednak strzec czegoś zupełnie innego. Teren ten w okresie wojny był strzeżony i nie mieli do dostępu mieszkańcy. Czy jednak w tej górze, której środek jest ponoć sypki, można było wybudować tak wielki tunel by pomieścić tam pociąg? Zanim pociąg tam wjechał należało ułożyć ok. 1 km torów (od zakładów do tunelu), potem je rozebrać. Wjazd do tunelu zawalić i zamaskować” […] *** Dzisiaj wiem, że w opisanej legendzie kompletnie nic się nie zgadza, słowem określić ten tekst można tylko jednym – HUMBUG lub bardziej przystępnie – stek bzdur przekazywanych sobie z ust do ust za pośrednictwem… no właśnie, kogo? W tej historii nic nie jest pewne z wyjątkiem jednego człowieka, który przeżył wojnę i jak twierdzi w swoim pamiętniku uczestniczył w wywózce największych skarbów… nie tylko polskich, ale zagrabionych w całej Europie.

Pod krytymi wagonami prócz skarbów sztuki znajdowało się mnóstwo równie cennych przedmiotów i dokumentów, które zawierały swoisty spis dzieł i miejsc w których ukryto inne artefakty poszukiwane od lat przez rządy państw i osoby prywatne. Ten przeklęty pociąg mógł być kluczem do poznania rabunkowej działalności „siepaczy Hitlera”. To twierdzenie mogło nie być do końca adekwatne do rzeczywistości ponieważ z dużym prawdopodobieństwem mógł w tym uczestniczyć sam Hermann Göring.
Pozdrawiam wytrwałych militarystów.
Militaria II WW...

Offline bajonet

  • Użytkownik
  • **
  • Wiadomości: 132
  • All Cops Are Bastards
Odp: Tajemnice III Rzeszy. „Złoty pociąg” nie był legendą
« Odpowiedź #2 dnia: 05.07.2011, 14:25:53 »
Co o tym sądzicie?
Pozdrawiam wytrwałych militarystów.
Militaria II WW...

Offline Polny łazęga

  • Użytkownik
  • **
  • Wiadomości: 71
  • X Terra 705
Odp: Tajemnice III Rzeszy. „Złoty pociąg” nie był legendą
« Odpowiedź #3 dnia: 05.07.2011, 14:36:38 »
Hmm..Działa na wyobrażnie ;)

Offline bajonet

  • Użytkownik
  • **
  • Wiadomości: 132
  • All Cops Are Bastards
Odp: Tajemnice III Rzeszy. „Złoty pociąg” nie był legendą
« Odpowiedź #4 dnia: 05.07.2011, 14:42:12 »
Hmm..Działa na wyobrażnie ;)
Cytuje z wiadomosci 24.pl Na razie znaleziono tylko dwie stare łopaty. Jednak są w Polsce ludzie, którzy wierzą, że wnętrze góry Sobiesz koło Piechowic kryje olbrzymi skarb III Rzeszy. W swych opowieściach są tak przekonujący, że udało się im oczarować tą wizją wiele poważnych osób
Złota Wrocławia, Bursztynowej Komnaty i innych kosztowności szukał nawet rząd Józefa Oleksego. W poszukiwania zaangażował się wicepremier i minister finansów Grzegorz Kołodko. Sprawa wyszła na jaw przy okazji otwarcia słynnej już szafy pułkownika Jana Lesiaka.

Oficer Urzędu Ochrony Państwa w specjalnym oświadczeniu stwierdził, że zajmował się wyjaśnieniem zagadki „złotego pociągu”, który miał wjechać tuż przed zakończeniem wojny do wnętrza góry.

Wersja Podsibirskiego

Najwyższych urzędników w państwie wizją złotego pociągu zaraził Władysław Podsibirski, poszukiwacz amator z podwarszawskich Janek.
Szukaniem skarbu w górze Sobiesz zajął się już w latach 70. ubiegłego wieku. Wierzy, że w listopadzie 1944 roku do wydrążonego w górze tunelu wjechał pociąg. Wagony były wypełnione sztabami złota, precjozami oraz skarbami kultury. Według niego, to głównie depozyty niemieckich banków, muzeów i galerii. Poszukiwacz, prócz rozległej wiedzy i rzekomo oryginalnych map, nie miał możliwości wydobycia skarbu. Postanowił więc zainteresować nim instytucje państwowe.

W maju 1995 roku wiceminister finansów w rządzie Oleksego, Jan Bogutyn, zawarł z nim umowę. Jeśli Podsibirski znalazłby choć jedną sztabkę, 10 procent jej wartości należałoby do niego. A Urząd Ochrony Państwa miał sprawdzić prawdziwość informacji o ukryciu skarbu.
„Prowadzono sprawę kryptonim „T” na sprawdzenie wiarygodności oferentów, którzy proponowali wskazanie miejsc ukrycia dóbr materialnych i kulturalnych przez wycofujące się wojska III Rzeszy. Wyjaśnieniami tymi zainteresowany był wicepremier G. Kołodko, minister Żelichowski i minister T. Polak” – czytamy w dokumencie sporządzonym przez pułkownika Jana Lesiaka.

Liczyli na skarb

Były oficer służb specjalnych dziś jest już na emeryturze. Chętnie opowiada o historii sprzed lat. Podkreśla, że do rozkazu służby podeszły bardzo poważnie, choć wersja Podsibirskiego brzmiała dość fantastycznie. – Szczerze liczyliśmy, że te rewelacje okażą się prawdziwe. Kraj był wtedy w trudnej sytuacji. Gdyby udało się wydobyć skarby, sytuacja finansowa państwa poprawiłaby się – tłumaczy. Jednak już na wstępie rewelacje poszukiwacza wydały mu się mocno przesadzone. – Była mowa o złocie o wartości 40 mln dolarów. Przeliczyłem, że gdyby w każdym wagonie było 20 ton kruszcu, to pociąg musiałby mieć ponad kilometr długości – dodaje.

Oficerowie UOP badali sprawę przez trzy miesiące. Potem zdecydowano, że rząd nie będzie finansował prac wydobywczych. Podsibirski musiał więc poszukać innych partnerów. Dziś źle wspomina współpracę ze służbami. UOP zabrał mu plany, na których zaznaczono miejsca ukrycia złota.
– W archiwum ABW jest kartka formatu A3. Nie ma na niej jakichkolwiek znamion, że to niemiecki dokument sprzed wielu lat. Są na nim napisy wyłącznie po polsku. Gdy Podsibirski pokazywał mi ją po raz pierwszy, nie wysechł jeszcze tusz flamastra – mówi Lesiak. Gdy rząd nie dał się namówić na odnalezienie złotego pociągu, Władysławowi Podsibirskiemu udało się przekonać do sfinansowania prac grupę prywatnych inwestorów (choć on twierdzi obecnie, że sam zainwestował w przedsięwzięcie milion marek niemieckich). Poszukiwania rozpoczęto w 1998 roku z dużym rozmachem. Na Sobiesz sprowadzono ciężki sprzęt i dynamit.
– Kopano i wiercono w wielu miejscach – wspomina Andrzej Proczek, kierownik referatu rozwoju miasta w piechowickim magistracie.

Profesjonalne badania

Mieczysław Bojko, prezes Stowarzyszenia Poszukiwaczy Zaginionych Zabytków „Talpa”, interesował się górą Sobiesz na początku lat 90. Na jego prośbę wykonano nawet zdjęcia lotnicze w podczerwieni i ultrafiolecie.
– Pokazują one, czy była naruszana struktura ziemi w tym miejscu. Zdjęcia wykazały, że w tym rejonie na przestrzeni wielu lat nie prowadzono jakichkolwiek większych prac ziemnych – wyjaśnia poszukiwacz.
Przeglądał też zeznania jeńców wojennych zmuszanych do pracy w zakładach w rejonie Piechowic. W żadnej z relacji nie znalazł wzmianki o potężnych podziemnych tunelach, a tym bardziej o „złotym pociągu”, który miał do niego wjechać. Dla niego jest to bajka wyssana z palca.

Narodziny mitu

– Ta legenda narodziła się wiele lat temu, gdy pan Podsibirski miał niewielką firmę pod Warszawą. Przyjeżdżał do niego zaopatrzeniowiec z jeleniogórskiego PKS-u i karmił go opowieściami o skarbach. Podsibirski uwierzył w coś, czego nie ma – tłumaczy Bojko. Według innej wersji, Podsibirskiego skierowano na błędny trop celowo, by odwrócić uwagę od innych miejsc, w których rzeczywiście coś zostało ukryte.
W środowisku poszukiwaczy mówi się też o pewnym epizodzie poszukiwań na górze Sobiesz. Gdy inwestorzy byli już zniecierpliwieni brakiem efektów, szef ekspedycji poprosił o telefon komórkowy. Poinformował zmęczoną ekipę, że zadzwoni do córki oficera, który ukrywał skarb, i odszedł w pobliskie krzaki. Wrócił po chwili ze szczegółowymi informacjami, gdzie stoją lokomotywa i wagony. Gdy poszukiwania także i w tym miejscu nic nie przyniosły, ktoś postanowił sprawdzić numer, pod który dzwoniono.
– Odezwał się kobiecy głos. Pani przedstawiła się jako specjalistka od wróżb i przepowiedni – śmieje się prezes Taply.
Do dziś nie znaleziono jakiegokolwiek dowodu na istnienie podziemi i pociągu pełnego złota. Po poszukiwaczach na górze pozostały tylko dziury w ziemi i ślady po wierceniach. Władysław Podsibirski uważa jednak, że jest na najlepszej drodze do odnalezienia skarbu. Planuje kolejną ekspedycję na Sobiesz.
– Już teraz grupy Wehrwolfu penetrują teren i wywożą złoto do Niemiec, gdzie dostają za nie 50 procent wartości – przekonuje.

Torpedy i nietoperze

Zakłady Karelma w Piechowicach w czasie drugiej wojny światowej zajmowały się produkcją zbrojeniową. Wytwarzano w nich między innymi torpedy. Na terenie zakładu zbudowano nawet specjalny basen do ich testów.
Część fabryki mogła znajdować się w masywie góry Sobiesz. Ale śladów zabudowań nie widać. Zachował się jedynie niewielki betonowy domek, przypominający wartownię i podziemny zbiornik, do którego prowadzą dwie studzienki. W zboczu góry Sobiesz jest też kilka wydrążonych sztolni. Teraz są one schronieniem dla setek nietoperzy.

Tajemnicze miejsca

Zamek w Bolkowie to jedno z wielu hipotetycznych miejsc, w których miałaby zostać ukryta Bursztynowa Komnata. Historyk sztuki Stanisław Jan Stulin w swej książce „Gdzie ukryto Bursztynową Komnatę” opisuje tejemnicze sceny z listopada 1944 roku. Wtedy to do Bolkowa miał przyjechać wojskowy transport, złożony z siedemnastu ciężarówek z Królewca (Komnata została zrabowana w 1941 roku przez hitlerowców z Carskiego Sioła i przewieziona do tamtejszego zamkowego muzeum) wyładowanych skrzyniami. Z jednej z nich, uszkodzonej podczas transportu, wystawały ponoć fragmenty bursztynowych płyt. Komnata miała zostać ukryta w podziemiach zamczyska.
Tajemnicę kryje w sobie podobno także zamek Książ. Według eksploratorów, nie ma tam jednak skarbów. Badacze od dłuższego czasu przygotowują się, by wejść do ukrytych pomieszczeń. Spodziewają się znaleźć tam archiwa Głównego Urzędu Bezpieczeństwa Rzeszy – dokumenty bezcenne dla historyków. W pomieszczeniach mogą być również urządzenia związane z niemieckim programem atomowym lub badaniami nad bronią chemiczną i biologiczną.
Pozdrawiam wytrwałych militarystów.
Militaria II WW...

Offline bajonet

  • Użytkownik
  • **
  • Wiadomości: 132
  • All Cops Are Bastards
Odp: Tajemnice III Rzeszy. „Złoty pociąg” nie był legendą
« Odpowiedź #5 dnia: 05.07.2011, 14:45:13 »
art. z eksplorator   cyt. Za kilkanaście dni zostaną otwarte podziemne labirynty pod góra Sobiesz w Piechowicach, gdzie pod koniec 1944 roku Niemcy ukryli zrabowane w czasie wojny skarby - dowiedziało się "Życie Warszawy". - Przeprowadzane w ubiegłym tygodniu wiercenia potwierdziły istnienie w górze Sobiesz podziemnej fabryki, w której Niemcy prawdopodobnie zgromadzili skarby - powiedział ZW Władysław Podsibirski, który od lat ich poszukuje. Z relacji świadków oraz z dokumentów, do jakich dotarł Podsibirski, wynika, ze w Piechowicach znajduje się nie tylko poszukiwany od zakończenia wojny tzw. Skarb Wrocławia, ale również cześć depozytów Centralnego Banku Rzeszy. A według żyjących żołnierzy z obsługi fabryki, jest tam także bursztynowa komnata. "Skarb Wrocławia" to oddane przez ludność Dolnego Śląska do depozytu cenne przedmioty, zgodnie z wydanym w 1944 r. zarządzeniem ministerstwa finansów III Rzeszy. - Na górze Sobiesz przeprowadziliśmy badania termowizyjne, radarowe, elektrooporowe i manometrem protonowym. Końcowym etapem były wiercenia. Teraz wiemy, gdzie i jak możemy wchodzić do podziemia. Ostateczne wyniki zostały przekazane najwyższym władzom RP - mówi Podsibirski. - Podczas wierceń w miejscach, gdzie według świadków, jak i wcześniejszych badań, znajdują się wjazdy do fabryki, wydobyliśmy na powierzchnie obok urobku skalnego także beton. W pewnym momencie wiertło natrafiło na taki opór, ze grunt, na którym staliśmy, zaczął drgać. Miało się wrażenie, ze stoimy na stropie. Prawdopodobnie wiertło trafiło na zbrojenie i nastąpiło zaklinowanie sztangi. Zaczęliśmy wiercić obok, ale znowu strąciliśmy wielo. Taka sytuacja powtarzała się kilka razy i jedynie tam, gdzie wcześniej radar zlokalizował betonowy tunel. W sumie wykonaliśmy kilkadziesiąt wierceń, w tym 90% trafionych - mówi Podsibirski. Te przeszkody chcą pokonać poszukiwacze, którzy wierzą, ze pod góra są skarby warte setki miliardów marek.

     Z dokumentów, które zostały udostępnione ZW, wynika, ze koło tzw. skałek przy drodze z Piechowic na Cicha Doline i koło Grzybowcy znajdują się dwa wejścia, zamykane stalowymi bramami. Odchodzące od nich tunele (obecnie zasypane) łącza się w odległości 40 metrów z poprzecznym korytarzem. Od korytarza odchodzi kilka odgałęzień. Jedno, biegnące w stronę szczytu, po kilkunastu metrach dociera do tzw. magazynu. Z olbrzymiej podziemnej pustki wychodzą następne korytarze. Jeden z nich biegnie w linii prostej do miejsca, gdzie w czasie wojny znajdował się drewniany budynek, służący za koszary wartowników. Tu znajduje się szyb, którym można wydostać się na powierzchnie. Następne wejścia zlokalizowano pod oddalona około 100 metrów od skałek laka oraz w znajdującym się obok parowie. Przypomnijmy - Władysław Podsibirski od ponad dwudziestu lat poszukuje ukrytych w górze Sobiesz w woj. jeleniogórskim zrabowanych w czasie wojny przez Niemców skarbów. W połowie lat dziewięćdziesiątych rząd RP podpisał z nim umowę na ich wydobycie, z której rząd się nie wywiązał. Przy okazji podpisania umowy UOP zabrał Podsibirskiemu całą dokumentacje dotycząca Piechowic.

     Cała sprawa jest bardzo rozdęta przez prasę, interesuje nas, co do powiedzenia ma sam Pan Posiborski. Twierdzenie przez Życie Warszawy że " .....za kilkanaście dni zostaną otwarte podziemne labirynty pod góra Sobiesz... ", jest mało realne, gdyż takie prace wymagają wiele miesięcy pracy. Ponadto mało ekip eksploratorów, przystąpiło by do tak kosztownej i żmudnej pracy, opierając się głównie na pomiarach georadarów i termooporowych, gdyż metody te są mało skuteczne w górach, gdzie warstwy geologiczne i uskoki, oraz podziemne cieki zmieniają strukturę gruntu co kilka metrów. Metody te mogą być pomocne, ale wchodzi się na podstawie dokładnych planów i im się wierzy, albo zna się inne wejścia, których nie udało się wysadzić niemcom, bo onich nie wiedzieli (stare szyby wentylacyjne zasypane już przed wojną przez górników, wejścia z innych podziemni, piwnic, studni itp. Po wtóre wydaje się idiotyczne aby Pan Posiborski był zainteresowany przekazywaniem wyników swych badań "...najwyższym władzom RP, gdyż już raz został przez nie oszukany i "okradziony" ze swojej dokumentacji. Jednocześnie należy wykluczyć teorie o bursztynowej komnacie gdyż w wymienionym okresie znajdowała się z całą pewnością w Królewcu w gestii gaulejtera Ericha Kocha, a nie Goeringa. Jednocześnie oferujemy się udzielić Panu Posiborskiemu pomocy w skompletowaniu planów i dokumentacji, ale musimy znać kilka nazw niemieckich instytucji lub osób związanych w tym okresie z obiektem, aby móc dotrzeć do niemieckich archiwów.
Pozdrawiam wytrwałych militarystów.
Militaria II WW...

Offline BeKoN28

  • Aktywny użytkownik
  • ***
  • Wiadomości: 455
  • jestem piełkny i mam wspaniałe miełśnie :P
Odp: Tajemnice III Rzeszy. „Złoty pociąg” nie był legendą
« Odpowiedź #6 dnia: 05.07.2011, 15:20:16 »
Racja taka, że działa nieźle na wyobraźnię. Prawda czy nie - chciałbym móc tam kiedyś się wybrać, pozwiedzać i pokopać ;) W sumie gdzieś te skarby wszystkie muszą leżeć... wszystkiego  do Nowej Szwabii raczej nie zdążyli wywieść ;)  :lol Zdrowia, pomidorów.
Proxa nie łamiotsa :)
Skróty na radiowozach:
- MO - Mogą Obić.
- ORMO - Oni Również Mogą Obić.
- ZOMO - Zwłaszcza Oni Mogą Obić.

Offline bolek i lolek

  • Użytkownik
  • **
  • Wiadomości: 165
Odp: Tajemnice III Rzeszy. „Złoty pociąg” nie był legendą
« Odpowiedź #7 dnia: 05.07.2011, 16:25:04 »
Wszystkie takie relacje działają na wyobraźnie a takich relacji jest mnóstwo...czasami tak absurdalne, że ojej  ::)  :). A co do góry Sobiesz, to według mnie baja. Według niektórych historię złotego pociągu wymyślono po to, aby odwrócić uwagę od szczeliny jeleniogórskiej.
Too much paranoia