Autor Wątek: Państwowe hieny katyńskich mogił  (Przeczytany 2636 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Administrator

  • Gość
Państwowe hieny katyńskich mogił
« dnia: 23.10.2011, 23:41:18 »
Cytuj
W dniu 14 lutego br. została przez szefów TVN wstrzymana emisja filmu Marcina Mamonia i Piotra Litki „Katyń na bazarze”. Film, który miał być wyemitowany w „Superwizjerze” został w ostatniej chwili zdjęty z ramówki, cały materiał zaaresztowany, autorom uniemożliwiono dokończenia montażu i zrobienia kopii.
O czym był ten film, że Stacja TVN zareagowała tak nerwowo? Co za historię opisywał, do jakich wniosków doszli autorzy i kto interweniował?
 
Aby wyjaśnić tą sprawę dotarłem do Pani Witomiły Wołk-Jezierskiej, córki zamordowanego w Katyniu Oficera, która walczy w o rehabilitację ofiar, sprowadzenie szczątków ojca do Polski i zwrot pamiątek, precjozów oraz fragmentów ciał wdowom, dzieciom i wnukom.
Społeczeństwu Polskiemu.
 
Pani Witomiła, której wypowiedzi były cytowane w zaaresztowanym filmie i której wiedza pozwoliła Mamoniowi i Litce przeprowadzić śledztwo dziennikarskie, opowiedziała mi o polskich hienach cmentarnych, które działając w imieniu najwyższych władz RP postanowiły się dorobić na pokątnym handlu pamiątkami, precjozami i szczątkami po polskich oficerach zamordowanych przez sowietów w Katyniu.
 
Opowiedziała mi o „torbie rosjanina”, o zaginionych złotych koronkach i mostkach, oraz o kiblach i fekaliach na grobach Polaków w Miednoje. Opowiedziała mi o ludziach, którzy w tym uczestniczyli, którzy udając działanie na rzecz tzw. Muzeum Katyńskiego oraz Sprawy Katyńskiej zrobili wszystko, by na Katyniu się dorobić, utrudnić rozmowy z Rosjanami, skłócić środowisko Rodzin Katyńskich, a walkę o „Katyń” tak publicznie zakłamać, aby Polacy kompletnie nie wiedzieli, o co chodzi i zostali zmęczeni tematem. Co niestety w dużej mierze się udało.
A mówimy o osobach na tyle wpływowych, że potrafili zmusić ITI do wstrzymania i zaaresztowania filmu na ten temat, na kilka godzin przed jego emisją.
 
Tak naprawdę, nie można tego nazywać skandalem, ani nawet aferą. Mamy, bowiem do czynienia z niesłychaną podłością, kłamstwem i zdradą „rodaków”, przez które „Katyń” wciąż jest rozgrywany przez Rosję, rodziny nie mogą pochować w Polsce zamordowanych bliskich, a Muzeum Katyńskie nie może powstać, gdyż „wyprowadzono” zasoby. Serce krwawi, gdy uświadomimy sobie jak w „wolnej Polsce” traktuje się bohaterów i szanuje pamięć o nich.
Niczym złoty ząb, który trzeba wyłamać trupowi.
 
Oto pierwsza część tej opowieści:
 
„TORBA ROSJANINA” =skarb po Bohaterach Narodowych.
(Witomiła Wołk-Jezierska)
 
Po 71 latach od zbrodni katyńskiej jest czas na zakończenie rozliczania tej masakry, ale przede wszystkim głębokiego zastanowienia nad formą hołdu i szacunku wobec Ofiar.
Czas otwiera przed nami historię nie tylko „rosyjską” - tych tajnych mordów, ale i polską, gdzie tajemnicą okrywano przed Polakami szereg działań, które wobec ich podłości trudno nazwać we właściwy sposób.
Niniejszym pragniemy zwrócić uwagę na szereg tych faktów, które dotyczą bezpośrednio dowodów rzeczowych masakry katyńskiej. Ich rozwikłanie i poinformowanie społeczeństwa powinno należeć do zadań tzw. Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu Instytutu Pamięci Narodowej.
O bulwersujących faktach związanych ze zbrodnia katyńską informowany był, przez osoby posiadające wydany przez IPN „status pokrzywdzonych zbrodnią katyńską”, za pośrednictwem Prezesa IPN (20.01.2008; 12.07.2008) Dział Prokuratorski IPN.
 
Faktu istnienia tych obiektów nie zgłosił IPN naczelny szef ROPWiM prof. Bartoszewski. Czy wiedziała o działaniach A. Przewoźnika?
 
Przykro powiedzieć, ale to nie odpowiedni dział prokuratorski IPN, który „prowadzi” tzw. „polskie śledztwo katyńskie”, interesował się tym, co działo się na warszawskim rynku staroci na „Kole” tylko to redaktor Agnieszka Rybak zasygnalizowała, w gazecie „Rzeczpospolita”, w dziale „Opinie” Plus Minus dnia 10.11.2007 roku, fakt handlu „Relikwiami z rosyjskiej torby”.
Dziennikarka nazwała przedmioty z Katynia – „relikwiami’, co znaczy, że mają one wartość narodową i ponadczasową oraz dla śledztwa – wartość dowodową nie mówiąc o osobach, które w IPN złożyły wygnane oświadczenia dotyczące zbrodni mają, więc nadany papierkowy „status pokrzywdzonych zbrodnią katyńską” i wypatrują jakichkolwiek zachowanych śladów, czy precjozów związanych z ich Najbliższymi zgładzonymi przez NKWD.
Zastanawiające jest, jakie kroki podjął IPN w sprawie tych „relikwii”, sprawie Rosjanina, który je przywoził do Polski, i drugiego Rosjanina, który poszukiwał tych rzeczy w Katyniu. Były to zapewne rzeczy dowiezione w bagażach Oficerów do stacji Gniezdowo. Oficerowie opuszczali wagony idąc na śmierć do lasu katyńskiego bez swoich bagaży, które zabierane były z pustych wagonów i zapewne zakopywano je w oddzielnym dole, aby w najwyższym stopniu zatrzeć ślady po Polakach. Po latach Rosjanie na te precjoza natrafili – wydobywali je i przywozili dla spieniężenia do Polski.
Informacje o sprawie powyższej, w oparciu o artykuł, zostały przekazane prezesowi IPN w sierpniu 2008 r.
Do dnia dzisiejszego brak jakiejkolwiek wiedzy, co się dzieje w tej sprawie,
Rodzą się więc pytania – czy cokolwiek uczyniono?
- Wobec kogo toczy IPN „postępowanie karne” skoro nie ma prawa przesłuchiwać nikogo poza granicami Polski?
- Czy którakolwiek z osób mających związek ze sprawą „torby Rosjanina” została przesłuchana przez IPN?
- Czy IPN wyciągnął jakiekolwiek wnioski, o których powinny być powiadomione osoby, które sprawę opisaną w artykule pani Rybak poleciły IPN do rozpatrzenia.
Nikt nie został o żadnych efektywnych działaniach powiadomiony. Faktem jest, że nikt z biorących udział w handlu z Rosjaninem nie złożył relacji z tych działań - handlu „relikwiami” katyńskimi ponieważ IPN nie posiadał żadnej wiedzy na ten temat, a nawet nie znano artykułu p. Rybak.
Nie wiadomo czy odpowiedni dział IPN, który przesłuchiwał „na okoliczność zbrodni katyńskiej” rodziny Ofiar, przesłuchał „na okoliczność handlowego procederu skarbem narodowym” -
–       gen. Policji prof. Bronisława Młodziejowskiego,
–       historyka Zbigniewa Dunin-Wilczyńskiego i
–       sekretarza gen. ROPWiM Andrzeja Przewoźnika, który jako urzędnik państwowy
wiedział doskonale, że pion prokuratorski IPN podjął polskie śledztwo katyńskie i wszelkie sprawy, które mają związek z Katyniem powinny być zgłoszone prokuraturze IPN.
A.   Przewoźnik nie uczynił tego uznając swoją wyższość nad Instytutem Pamięci Narodowej
oraz nad wszystkimi, którym jest winien, w tym wszystkim Polakom, przekazania tak istotnych i bulwersujących wiadomości jako urzędnik, a nawet ze zwykłej, nie istniejącej zresztą , UCZCIWOŚCI.
-                    prof. Bartoszewskiego Szefa Rady ROPWiM, nadzorującego działania tej
instytucji państwowej.
 
Oto jak wyglądała sprawa „torby Rosjanina” -
W roku 2002 dr historii, kolekcjoner, specjalista od orderów i odznaczeń p. Zbigniew DUNIN-WILCZYŃSKI trafił na ślad rzeczy pochodzących z Katynia, które na targ staroci, na warszawskim Kole, przywiózł z Moskwy nieznany Rosjanin.
W torbie, którą pokazał Panu Dunin-Wilczyńskiemu były numerowane krzyże Virtuti Militari, należące do - mjr Pawła Łuczaka (s. Piotra i Emilii, rozpoznany AM 1717), płk lek. dr Antoniego Stefanowskiego (rozpoznany AM 492), ppor. Józefa Ostrowskiego i chor. Henryka Kalemby. Ponadto medale, odznaki pułkowe, notatki z prowadzonych w obozie kozielskim, lekcji języka angielskiego, skrawek papieru z listą wywozową z Kozielska.
Bez wątpienia były to obiekty z miejsca kaźni w Katyniu, co potwierdził gen. policji prof.
Bronisław MŁODZIEJOWSKI, b. szef polskiej katyńskiej ekipy śledczej z roku 1991.
Młodziejowski wykupił pierwszą partię tych przedmiotów. Rosjanin twierdził, że
jest w posiadaniu większej ilości takich obiektów, które istotnie w kilku partiach przywoził do Polski.
Młodziejowski do sprawy wykupu następnych partii tych precjozów wprowadził Andrzeja Przewoźnika, który był od roku 1992 (!) sekretarzem generalnym, pełnomocnym i niezawisłym Rady Ochrony Pamięci Walki i Męczeństwa – najstarszej polskiej instytucji powołanej do życia w odległym roku 1947.
Prof. Młodziejowski nie współdziałał w tej sprawie z Muzeum Katyńskim, Ministerstwem Kultury i Dziedzictwa Narodowego, Ministerstwem Obrony Narodowej jedynie w pełni z A. Przewoźnikiem, któremu odstąpił również tą pierwszą partię zakupionych przez siebie obiektów katyńskich.
Proceder wykupu następnych partii odbywał się w sposób następujący - Rosjanin powiadamiał Pana Dunin-Wilczyńskiego, który dokumentował fotograficznie i opisowo przywiezioną partię znaleziska i powiadamiał Andrzeja Przewoźnika. W ten sposób w ręce tej osoby dostały się dziesiątki, jeśli nie setki bezcennych obiektów, których wielkość wartości emocjonalnej, zabytkowej, moralnej i historycznej jest nie możliwa do opisania.
Precjoza te, poza orderami VM, to między innymi:
-           fragment sztandaru 8 Dywizjonu Artylerii Przeciwlotniczej. Cały sztandar został pocięty i rozdzielony pomiędzy oficerów – jeden fragment został zamknięty w menażce i dojechał do Katynia, a obecnie w ręce A. Przewoźnika;
-           ryngrafy oficerskie;
-         kilkaset odznak pułkowych;
-         odznaczeń innego rodzaju;
-         manierka z nazwiskami – „Dąbrowski, Plocer”;
-         Orły wojskowe
-         i wiele innych zabytków zanotowanych przez historyka.
 
Nikt nie zainteresował się Rosjaninem – pochodzeniem, nazwiskiem... Jak się okazało Rosjan było dwóch – jeden szukał, drugi przywoził. Los ich był straszny – zostali, po dostarczeniu ostatniej partii zabici. Prawdopodobnie, gdy nie byli już potrzebni i dla zatarcia faktu handlu.
Pan Dunin-Wilczyński uważał, że ostatnia partia obiektów katyńskich na Kole zosta przejęta przez A. Przewoźnika w grudniu 2002 r. Jakoby zostały one przekazane Instytutowi Ekspertyz Sądowych w Krakowie. (Mamo musiał sprawdzać, że nie ma tych obiektów pod tym adresem)
Nie zostały nigdy udostępnione społeczeństwu, oddane do Muzeum Wojska Polskiego czy Muzeum Katyńskiemu, okazane ludziom – może żyją rodziny, które przez dziesiątki lat czekają na jakiś znak o swoich Najbliższych.
Nikt nie wie gdzie są te „relikwie” – ponieważ nie zostały przekazane żadnemu Muzeum?
Czy był to PRYWATNY zakup A? Przewoźnika?
Czy istnieją dokumenty przyjęcia ich „na stan” w ROPWiM, oczywiście z wymaganą dokumentacją?
Czy są w sejfach ROPWiM?
Pytania, zapewne jeszcze nie wszystkie, kończy bardzo proste pytanie - gdzie są?
 
Prof. Janusz Zawodny, w książce „Katyń”, przypomina, że rodziny starały się w roku 1943 o zwrot rzeczy znalezionych podczas ekshumacji i te precjoza eksperci niemieccy zwracali spadkobiercom. Obecnie takich zwrotów nie przewidziała prowadząca prace archeologiczne ROPWiM lekceważąca fakt, że jest to własność rodzinna i nie można jej upaństwowić. To prawo dla ROPWiM nie ma jakiegokolwiek znaczenia.
 
Bezpodstawne jest czasem podnoszone twierdzenie, że sprawa mordu katyńskiego jest sprawą honoru wymordowanego w Katyniu, Charkowie i Twerze Wojska Polskiego, właściwie poszukując tych obiektów mam wrażenie, że coś się z tym „honorem” wojska stało, bo nigdy MON nie wykazało żadnego zainteresowania sprawą katyńską.
Poza sprawą handlu na Kole okazuje się, o czym mówi b. kustosz b. Muzeum Katyńskiego, a o czym nikt nie był informowany, że obiekty katyńskie były „wypożyczane” z Muzeum Katyńskiego, przykładowo przez ks. Zdzisława Peszkowskiego, który „wypożyczył” różaniec, krzyżyki i kilka innych przedmiotów, wyjeżdżając do USA. Nigdy nie nastąpił ich zwrot – opowiada Sławomir Frątczak – kustosz Muzeum. Nikt z tzw. „Rodzin Katyńskich” tak drobnymi sprawami nie wykazał zainteresowania – ani pamiątkami z torby Rosjanina, ani „wypożyczeniami” ks. Peszkowskiego, ani sprawą czaszek Ofiar, które w dziwny sposób „zaginęły” na terenie Polski.

http://lazacylazarz.nowyekran.pl/post/4747,panstwowe-hieny-katynskich-mogil

brzunio

  • Gość
Odp: Państwowe hieny katyńskich mogił
« Odpowiedź #1 dnia: 24.10.2011, 00:02:07 »
Historia lubi się powtarzać :woow Dzięki Admin za ciekawy materiał.........Może niektórzy otworzą szerzej zamglone oczy :/