Autor Wątek: Skandaliczny finał słynnych wykopalisk archeologicznych pod Nowym Centrum Toruni  (Przeczytany 2121 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Administrator

  • Gość
Cytuj
Obok skorup i szkieletów, szminki, gwoździe i garnki - to wynik prac archeologicznych za Uniwersamem. Pięć samochodów materiału, który zdaniem konserwatora miał być bezcenny, a dziś nikt go nie chce.
image

Lidia Grzeszkiewicz-Kotlewska plon trzyletniej pracy przy wykopie pod Nowe Centrum Torunia złożyła na dziedzińcu siedziby Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków /fot.: Grzegorz Olkowski

To były największe wykopaliska w historii Torunia. A także, za sprawą zamieszania, którym żyło środowisko polskich archeologów, najdłuższe - prace rozpoczęły się trzy lata temu, jesienią 2008 roku (realnie pracowano przez dziesięć miesięcy).
Reklama

Reklama

Miały zakończyć się ostatecznie przekazaniem znalezionych zabytków 11 października. Zamiast tego doszło do wielkiej awantury.

„Skarby” na podwórku

- Przywiozłam znalezione przedmioty, przechowywane przez rok w moich magazynach, swoimi samochodami - wspomina archeolog Lidia Grzeszkiewicz-Kotlewska, podwykonawca prowadzącej badania firmy AKME z Wrocławia. Zostałam wyproszona z biura Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków, stwierdzono, że nie jestem stroną. Od roku wiadomo, co znaleźliśmy, opisaliśmy to w opracowaniu złożonym do biura WKZ w grudniu ubiegłego roku. Jak rozumiem, Muzeum Okręgowe musiało znać jego treść i dlatego odmówiło przyjęcia tych przedmiotów. Nie widząc innego rozwiązania złożyłam wszystko na podwórku siedziby WKZ. Moje samochody zostały zablokowane między innymi przez samochód wojewódzkiego konserwatora, który krzyczał, cytuję: „proszę zabrać te śmieci”. To teraz są to śmieci? A przedtem bezcenne znaleziska z niezwykle cennego stanowiska?

Po co muzeum 53 szkielety?

Dlaczego Muzeum Okręgowe zbioru znalezisk nie chce? - Przejęcie tego to nasza rola, nie uchylamy się od niej - przyznaje Marek Rubnikowicz, dyrektor muzeum. - Ale od roku wnosimy o dokonanie selekcji. Po co nam np. 53 szkielety? O jakichś XX-wiecznych przedmiotach nie wspomnę. My selekcji zrobić nie możemy, bo WKZ wydał w depozyt całość jako zbiór.

Nie zrobi tego także AKME. - Od początku mówiliśmy, że mamy do czynienia z zabytkami na wtórnym złożu, tzn. przemieszanymi, często z przedmiotami bez wartości historycznej - przypomina Aleksander Limisiewicz, prezes AKME. - Jednak WKZ nakazywał swymi pismami, by brać wszystko, bo to niezwykle cenne, jego zdaniem, stanowisko.

Innego zdania jest dziś wojewódzki konserwator Sambor Gawiński. - Selekcji materiału dokonuje na stanowisku archeolog. Muzeum wiedziało, ile tego będzie, powinno być przygotowane. Jednak odmówiło przyjęcia, więc obecne zamieszanie to jego wina.

- Jeszcze raz powtarzam - wtrąca Aleksander Limisiewicz - WKZ wydawał takie decyzje, które obligowały nas do zbierania wszystkiego, by nie być oskarżonym o niszczenie zabytków.

- Teraz się do tego przyznam, wbrew nakazowi WKZ nie zbierałam prezerwatyw znajdowanych nawet cztery metry pod ziemią - dorzuca Grzeszkiewicz-Kotlewska.

Zebrany materiał został przez inwestora Nowego Centrum Torunia, Irlandzką grupę Inwestycyjną zabezpieczony. Nie wiadomo, jaki będzie jego los. Do czasu przekazania zabytków, czy też w wielu przypadkach „zabytków” z przymrużeniem oka, wykopaliska oficjalnie się nie zakończyły.

Błędne koło

Kto jest winny kolejnego zamieszania?

Zdaniem konserwatora - muzeum i archeolodzy. Zdaniem Grzeszkiewcz-Kotlewskiej, AKME i muzeum - konserwator. Zdaniem inwestora, Irlandziej Grupy Inwestycyjne - muzeum i miasto, które według przedstawicielki Irlandczyków, Doroty Służewskiej, źle traktuje inwestorów. Ogólnie, błędne koło.

http://www.nowosci.com.pl/look/nowosci/article.tpl?IdLanguage=17&IdPublication=6&NrIssue=1857&NrSection=1&NrArticle=215191&IdTag=38