Autor Wątek: Zawód poszukiwacz  (Przeczytany 3198 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Offline maku792

  • Aktywny użytkownik
  • ***
  • Wiadomości: 401
Zawód poszukiwacz
« dnia: 21.08.2011, 09:41:00 »
Onet.pl przedstawia

W Polsce niewiele osób żyje z poszukiwania skarbów, ale wiele sobie w ten sposób dorabia. Szukając na plażach, można zarobić nawet kilkadziesiąt złotych dziennie.

Bip, bip – dłuższe, krótsze, pojedyncze lub podwójne – to charakterystyczny dźwięk średnich rozmiarów urządzenia - wykrywacza metali. Towarzyszy on każdemu poszukiwaczowi skarbów, zarówno temu zaawansowanemu, jak i początkującemu. Każdy z nich w tym dźwięku usłyszy jednak co innego. Poszukiwacz wsłuchuje się, czy jest to dźwięk krótszy czy dłuższy - blaszane śmieci czy przedmiot bardziej wartościowy. Ktoś, kto ma w tym wprawę, rozpoznaje wartość sygnału natychmiast. Osobie niewtajemniczonej i niewyćwiczonej w poszukiwaniach, odgłos wydawany przez wykrywacz metali niewiele powie i skłoni do kopania w każdym miejscu, gdzie urządzenie coś wykryje. Będzie kopała półmetrowy dołek po to, żeby znaleźć kawałek pralki lub samochodu, albo łuski, które można zbierać na kilogramy na dawnych polach bitew. Poszukiwacz, który zna się na rzeczy, przejdzie obojętnie obok „blaszanego” sygnału, ale przy tym właściwym serce zabije mu mocniej. To właśnie o adrenalinie, przeżyciu i przygodzie mówi większość, mniej lub bardziej zaawansowanych, poszukiwaczy skarbów, zapytanych o powody, dla których się tym zajęli. Ci, którzy szukają w tym hobby zarobku, są w mniejszości. Jednak nikt nie ukrywa, że przyjemnie jest znaleźć wartościowy przedmiot lub parę złotych.

Pasja i zarabianie

Tak jest w przypadku Tomka, studenta, którego do poszukiwań skarbów zachęcił tata. To właśnie on zbudował kilka lat temu wykrywacz, z którego Tomek korzysta do dzisiaj. - Zawsze trochę interesowałem się historią, szczególnie bitwami II wojny światowej, więc gdy tata zbudował wykrywacz metali, postanowiłem pobawić się z nim w poszukiwania. Archeolodzy nie zajmują się moim ulubionym okresem dogłębnie, a mnie takie znalezisko przynosi większą radość niż jakiekolwiek inne. I tak się zaczęło – wspomina Tomek. Jego początki nie były łatwe – pierwszym znaleziskiem był kapsel od butelki po piwie, ale każdy poszukiwacz musi przejść przez taki etap. Zanim adept tej sztuki nauczy się rozróżniać sygnał wydawany przez wykrywacz metalu, musi poćwiczyć kilka miesięcy. - Przeważnie po 6 miesiącach – 1 roku można być już wystarczająco dobrze obeznanym z poszukiwaniem skarbów, ale ja po 3 latach nadal uważam, że sporo wiedzy mi brakuje. Jeżeli ktoś po raz pierwszy dostanie wykrywacz i wybiegnie z nim na pole, każdy sygnał będzie dla niego karabinem czy hełmem, a na polach znajduje się mnóstwo śmieci. Trzeba się przysłuchiwać dźwiękom wykrywacza – czy jest długi, czy krótki, pojedynczy czy podwójny, wszystko też zależy od wykrywacza – tłumaczy Tomek.

On zdobywa doświadczenie w dwóch rodzajach miejsc. Przede wszystkim szuka na polach bitew, ale też na plaży. Przed wyjazdem na poszukiwania historyczne - które odbywa między innymi w okolicach Wału Pomorskiego, miejscach bitew z kampanii wrześniowej czy w rejonie wypadów polskiej kawalerii na dawne Prusy Wschodnie - czyta o miejscu, do którego jedzie. Studiuje informacje, jakie pułki i w jakiej kolejności tam przechodziły, co się konkretnie działo i dzięki temu jest w stanie dopasować swoje znalezisko do konkretnego fragmentu bitwy. Na te wyprawy jeździ przede wszystkim z pasji i zainteresowania historią. - Wolę znaleźć więcej mniej wartościowych ekonomicznie przedmiotów, bo wtedy wiem, że tam naprawdę się coś działo. To ma dla mnie wyższą wartość historyczną – podkreśla Tomek. I tak znalazł już niemiecki hełm w Wilczym Szańcu, kwaterze Hitlera na Mazurach, czy niemiecką pastę do zębów.

Od „zarabiania” są nadmorskie plaże, ale to raczej dodatek do działalności historycznej. - Na plażę trzeba wychodzić wcześnie rano albo wieczorem, gdy nie ma wielu ludzi i nie zdążą wszystkiego zadeptać. Zdarza się, że jak pochodzę godzinę to znajdę około 5 zł, ale trafiłem też na złoty sygnet. Na razie go nie sprzedałem, zostawiam sobie na czarną godzinę – śmieje się Tomek.

Nie wszyscy przygotowują się skrupulatnie do wyjazdu, część poszukiwaczy po prostu rzuca się w wir eksploracji. Tak robi Paweł, który swoje poszukiwania prowadzi głównie w okolicach Warszawy i tam, gdzie wyjeżdża na weekend czy na wakacje. - Dla mnie poszukiwanie to zabawa sama w sobie, więc po prostu jadę gdzieś, gdzie sądzę, że mogło się dziać coś ciekawego i w trakcie poszukiwań od miejscowych dowiaduję się, że tu stała karczma, a gdzie indziej było gospodarstwo – tłumaczy. W ten sposób znalazł już stare monety czy przypinkę z wizerunkiem Zamku Królewskiego, które po wojnie były sprzedawane jako cegiełki na odbudowę warszawskiego zamku. Wartość katalogową jednej z monet sprawdził – 3 tys. zł. Potwierdza jednak, że w Polsce trudno coś  znaleźć, bo obwarowania prawne nie pozwalają na swobodne szukanie. - Co innego w Rosji – tam ludzie znajdują całe beczki z precjozami, które kiedyś ktoś zakopał, żeby ochronić przed grabieżą – mówi Paweł. Sam jednak nic jeszcze nie sprzedał, ale, podobnie jak Tomkowi, udaje mu się uzbierać czasem na plaży parę złotych – nawet 30-40 zł dziennie.

Wśród poszukiwaczy krążą liczne legendy o tych, którzy w latach 90. i na początku XXI wieku za znaleziska kupowali mieszkania czy samochody. Teraz też można byłoby znaleźć przykłady takich osób, ale ze względu na ograniczenia prawne nie afiszują się ze swoimi odkryciami. Nawet ludzie, którzy sprzedają na aukcjach internetowych militaria, działają anonimowo, bo boją się, że może zatrzymać ich policja. W Polsce, zgodnie z prawem, to, co ktokolwiek znajdzie w ziemi, należy do Skarbu Państwa. Jednak większość osób nawet nie wie, do kogo ze znalezionym przedmiotem pójść, dlatego zachowują go dla siebie, a czasami sprzedają.

To, co znajdzie poszukiwacz, jest dla niego czystym zyskiem, ponieważ inwestycja w hobbystyczne poszukiwania nie jest wielka i, poza drobnymi dodatkowymi kosztami związanymi z konserwacją sprzętu, jednorazowa. Ceny wykrywaczy metali zaczynają się od 200-500 zł, ale tych najtańszych nikt nie radzi kupować, bo przeważnie to tani i niewiele warty towar z Chin. Poszukiwaczowi, który zajmuje się skarbami od czasu do czasu, przeważnie wystarcza wykrywacz za około 1 tys. zł, który posłuży przez wiele lat. Co innego, jeżeli ktoś chce zająć się tym profesjonalnie – wtedy musi liczyć się z wydatkiem ponad 20 tys. zł. Wykrywaczem za taką cenę można badać większe powierzchnie, np. miejsca, w których kiedyś stały zamki czy pałace. Podłącza się go do laptopa i na jego ekranie można zobaczyć w trójwymiarze przekrój gleby w danym miejscu. Wtedy od razu wiadomo, gdzie kopać.

Zawód: poszukiwacz

Poszukiwanie skarbów to też droższe wyprawy, przy których sam koszt pozwolenia na poszukiwania liczony jest w większych sumach. Do tego trzeba doliczyć sprzęt, załogę, przygotowania - to już jednak biznes dla wyspecjalizowanych firm. W takich wyprawach przez 5 lat, jako zawodowy poszukiwacz, uczestniczył Sławomir Makaruk, dzisiaj szef wypraw i współproducent producent serialu "Boso przez świat". Zainteresował się poszukiwaniem skarbów z miłości do nurkowania i do wypraw, którymi zajmuje się zawodowo. Na pierwsze większe poszukiwanie skarbów wyjechał do Meksyku wraz z zespołem z Warszawskiego Klubu Płetwonurków. Jedną z największych wypraw Makaruka był wypad na Morze Południowo-Chińskie, gdzie pracował dla szwajcarskiej firmy. Razem wyłowili około 140 tys. sztuk porcelany. Z tego, poza pracowniczą pensją, jednak nic nie miał - zarabiały firmy, dlatego po 5 latach zrezygnował z tego „biznesu”. Zarobić mu się udało czasem na prywatnych poszukiwaniach, m.in. w Ameryce Południowej, z których wracał z różnymi znaleziskami. Część z nich sprzedawał, ale dokładnych kwot nie podaje.

Na świecie poszukiwanie skarbów to jednak bardziej intratne zajęcie niż w Polsce - powstają specjalne grupy poszukiwawcze, wyspecjalizowane firmy, które współpracują z archeologami. W Polsce najwięcej jest poszukiwaczy weekendowych i wakacyjnych, którzy po krótkim przygotowaniu, najczęściej za namową znajomego lub członka rodziny, ruszają w teren i przychodzą z drobnymi zdobyczami.
Autor: Joanna Sopyło Źródło: OnetBiznes

http://biznes.onet.pl/zawod-poszukiwacz-skarbow,18490,4817063,1,news-detal

« Ostatnia zmiana: 21.08.2011, 12:15:03 wysłana przez maku792 »

Offline Radek

  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 2549
  • Jabel, Rutus Proxima :)
Odp: Zawód poszukiwacz
« Odpowiedź #1 dnia: 21.08.2011, 09:46:49 »
Cytuj
Nawet ludzie, którzy sprzedają na aukcjach internetowych militaria, działają anonimowo
Wielka anonimowość w internecie i do tego na aukcjach w serwisach typu allegro :D :lol



toma

  • Gość
Odp: Zawód poszukiwacz
« Odpowiedź #2 dnia: 21.08.2011, 10:43:00 »

Ale ......ta adrenalina :! Jest na rzeczy :ok
Jedyne czego nie popieram to sprzedawania fantów no ale,to każdego odrębna sprawa...pozdrawiam..
Fajny artykuł ;)
« Ostatnia zmiana: 21.08.2011, 10:59:54 wysłana przez Toma »

Offline maku792

  • Aktywny użytkownik
  • ***
  • Wiadomości: 401
Odp: Zawód poszukiwacz
« Odpowiedź #3 dnia: 21.08.2011, 10:45:01 »
Jak to jest zawód to opodatkować :D :bag

toma

  • Gość
Odp: Zawód poszukiwacz
« Odpowiedź #4 dnia: 21.08.2011, 10:49:10 »
Jak to jest zawód to opodatkować :D :bag
prostytucje też??? :lol :ok
Ciekawe gdzie by wstawić kase fiskalną :lol  :bag
pozdrawiam :zgoda

Offline .Marcin2011.

  • Użytkownik
  • **
  • Wiadomości: 68
  • (21:18:03) ChatBot: Grzybek został wyrzucony.
Odp: Zawód poszukiwacz
« Odpowiedź #5 dnia: 21.08.2011, 11:56:33 »
Tekst jest po prostu zajebisty!!! :ok ;D :zgoda
Tekst jest krótki zwięzły i na temat i pokazuje poszukiwaczy od innej strony gratuluję.





Podaj link
Nigdy się nie poddawaj!!!
Nawet,jeśli wszyscy uznali,że jesteś na straconej pozycji