Autor Wątek: Najmocniejszy numer mojego dzieciństwa  (Przeczytany 2892 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Offline piesnababy

  • Aktywny użytkownik
  • ***
  • Wiadomości: 355
  • człowiek człowiekowi wilkiem - zombi zombi zombi
    • Pracownia Artystyczna CARAMEL
Najmocniejszy numer mojego dzieciństwa
« dnia: 18.02.2010, 18:03:23 »
temat zakładam w nawiązaniu do
[quote]
Witam…
Czuję się troszkę jakbym się „ujawnił”, ale Kędzierzyn, a po połączeniu (które dobrze pamiętam) Kędzierzyn-Koźle to przez kilka lat było „moje” miasto. Podstawówka nr 17. Wychowawczyni : Pani Rozmiarek. W.-F. na pływalni i hala widowiskowa, w której wywaliłem jeden z najmocniejszych numerów mojego dzieciństwa … ale to zupełnie inna historia.
Miło popatrzeć na stare fotki miejsc, które pamiętam z lat dziecinnych…
Pozdrawiam…[/size][/size]

Opowiedz,my forumowicze lubimy numery...
Nie daj się prosić.
Cytuj
Dołączam się do prośby C2 bo zima długa i bez wykrywki smutno... Jeśli zechcesz to proponuję w nowym , idealnym na zimę wątku: Numery z dzieciństwa - sam też coś dodam pewnie bo trochę się działo
[/size]

[/quote][/size][/size]
Zacznę w takim razie choć numer kojarzy się raczej z czymś śmiesznym, pomysłowym a w moim wypadku był to przejaw zwykłej głupoty:
Jakieś 25 lat temu 1 listopada wraz z moim kuzynem, po rodzinnej wizycie na
Powązkach i późniejszym objedzie u babci na starówce postanowiliśmy się przewietrzyć z zapałkami i zniczem w ręku, tłumacząc rodzicom że zapalimy go pod jakimś tam pomnikiem.
Oczywiście stało się inaczej. Poszliśmy wzdłuż fosy której mur co kilkadziesiąt metrów urozmaica baszta. Krata w wejściu do jednej z nich o dziwo nie była zamknięta. Wchodząc od miejskiej strony człowiek staje na drewnianej podłodze kilkanaście metrów wyżej niż podstawa baszty stojąca na dnie fosy. W podłodze tej była krata a w nas ciekawość co jest na dnie. Zacząłem zapalać zapałki i rzucać na dół ale gasły. Zmieniłem technikę na pocieranie o draskę będące jednocześnie rzutem w dół i udało się, jedna doleciała płonąc. Jasność zapanowała błyskawicznie ukazując nam sterty starych mebli i słomę które momentalnie się zajęły. W czasie ewakuacji z małego okienka basztowego walił już gęsty dym a gdy znaleźliśmy się u babci to na zewnątrz stały 3 jednostki straży. Potem w
Kurierze Warszawskim obejrzałem wzmiankę o nieznanych sprawcach tego czynu i w swej dziecinnej głupocie czułem się chyba dumny.
Następne będą mniej wandalistyczne a bardziej śmieszne.
Wpisujcie swoje przygody bo zima długa i sroga :D[/size]
« Ostatnia zmiana: 18.02.2010, 18:20:54 wysłana przez piesnababy »
pozdro
pies

Offline dawidoff

  • Użytkownik
  • **
  • Wiadomości: 136
  • Radom / Kraków Equipment: PROxima
Odp: Najmocniejszy numer mojego dzieciństwa
« Odpowiedź #1 dnia: 18.02.2010, 18:20:49 »
Na poczatku powiem, ze od dziecka lubilem ogien i pirotechnike:)
mialem moze z 5 lat, pewnie mniej, tata jeszcze palil fajki.
Boze narodzenie, stala szopka - tradycyjna ze słomą, to wzialem zapalniczke i podpalilem wystajaca słomke.
Po chwili poszedlem do kuchni i powiedzialem do taty:
"tato sianko sie swieci" - tata odparl, ze raczej to choinka sie wieci,
powtorzylem swoja wypowiedz:
"tato ale to sianko sie swieci"
Tata zaciekawiony poszedl sprawdzic a tu juz regal zaczal sie jarac heh
Takiego lania jak wtedy nigdy nie zapomne:)
"Jaka epoka, jaki wiek,
Jaki rok, jaki miesiąc,
jaki dzień
I jaka godzina
Kończy się
A jaka zaczyna. "
gg: 6091973

Offline Laki

  • Aktywny użytkownik
  • ***
  • Wiadomości: 310
  • przerwa to także czas ...
Odp: Najmocniejszy numer mojego dzieciństwa
« Odpowiedź #2 dnia: 18.02.2010, 19:05:50 »
Witam…

Dobrze. Opiszę to co stało się w grudniu 1975, może 1976 roku…
Dla zobrazowania trzeba tylko przypomnieć, że to czas socrealizmu w delikatniejszej formie, niż w latach 50-tych, 60-tych , ale z bardzo przewodnią siłą narodu…PZPR.
Nie istniał Św. Mikołaj a jego miejsce zajmował Dziadek Mróz wraz z Gwiazdeczkami ! Organizowano masowe imprezy kulturalno-oświatowe dla odwrócenia uwagi od całości absurdu PRL-u.
Jako dziecko uwielbiałem tego typu masówki i na jedną z nich namówiłem mojego Tatę. Zabrał mnie. Na hali był istny cyrk. Na scenie był czerwieńszy niż na obrazkach Dziadek Mróz i z kilku bocznych wejść wypuszczano naprzemiennie dzieci, które dobiegały do mikrofonu i ku uciesze kilkutysięcznej widowni odpowiadały na kilka pytań, zanim otrzymały ten jeden, wymarzony prezent . Pytania były krótkie i banalne… 1. Jak się nazywasz? 2. Kim chcesz zostać jak dorośniesz?
Taaaak…
 W tamtych czasach i po dziś jestem fanem kina. Namiętnie oglądałem obydwa programy telewizyjne i chodziłem na „poranki” do kina. Wiedziałem wszystko o „Czterech Pancernych” o „Klosie”… tylko, że wówczas nr 1 był „ Arsène Lupin , który był szarmanckim, inteligentnym mistrzem charakteryzacji, czułym na wdzięki kobiet i potrafiącym znaleźć wyjście z każdej, nawet najbardziej beznadziejnej sytuacji. Żył z kradzieży, ale jego ofiarami padali zawsze ludzie źli i podli. Działając poza prawem, wymierzał im sprawiedliwość…”
Tak też z pierwszym pytaniem poradziłem sobie po mistrzowsku. Natomiast na drugie odpowiedziałem : ZŁODZIEJEM… i już wiedziałem jak czuje się kapela, której ktoś wyłączy prąd na najważniejszym koncercie. Dostałem samochód bez kółek a następnego dnia wezwano moich rodziców na dywanik do Sekretarza …
Jest to mój numer w kategorii „do lat dziesięciu” … o innych nie będę pisał. Jak się spotkamy to Wam kilka opowiem ;)

Pozdrawiam…
wiara...

Offline Misiu

  • Zaawansowany użytkownik
  • ****
  • Wiadomości: 540
Odp: Najmocniejszy numer mojego dzieciństwa
« Odpowiedź #3 dnia: 18.02.2010, 22:07:33 »
Witam
Moja przygoda, jak sobie przypominam miała miejsce na początku czerwca 1973 roku. Razem z dwoma kolegami z podstawówki mieliśmy ukrytą w pobliskim lesie broń. Broń tę trzymaliśmy w metalowej skrzynce, chyba po amunicji, a wśród  różnych pistoletów mięliśmy sprawnego stena wraz z amunicją. Bardzo dobrze pamiętam też piękny, dwulufowy pistolet skałkowy, który odkupiliśmy od pewnego rolnika, który znalazł go podczas rozbiórki starego domu krytego strzechą. Któregoś popołudnia postanowiliśmy sobie postrzelać i udaliśmy się do wspomnianego lasu. Wyciągnęliśmy skrzynkę i wyjęliśmy stena, z którego każdy z nas oddał po jednym strzale. Po ukryciu skrzynki wychodziliśmy z lasu, kiedy z tyłu usłyszeliśmy okrzyk- ręce do góry !.Po podniesieniu rąk odwracamy się po woli do tyłu i widzimy myśliwego mierzącego z dubeltówki w naszą stronę.
Myśliwy nas przesłuchał, a nie ukrywam, że wszyscy mięliśmy potwornego stracha i szybko podaliśmy mu nasze dane osobowe. Od tego momentu sprawy potoczyły się błyskawicznie, bo już następnego dnia będąc w szkole przyjechała po nas Milicja i pamiętam, że wśród trzech milicjantów, dwóch było uzbrojonych w pistolety chyba PM 66. Na miejscu w szkole nastąpiło szybkie przesłuchanie i w towarzystwie milicjantów wycieczka po ukrytą broń.
Oczywiście oprócz broni palnej zabrano nam kilka bardzo ciekawych bagnetów, i wszystkie te przedmioty znalazły miejsce w szkolnym muzeum. Czasami wspominamy tamto wydarzenie i dochodzimy do wniosku, że najbardziej szkoda nam tego pistoletu skałkowego, który po skonfiskowaniu nigdy nie trafił do szkolnego muzeum.
Jak się po kilku dniach dowiedzieliśmy, do lasu weszliśmy w nieodpowiedniej porze, bo akurat przyjechało kilku dewizowych myśliwych, którzy zajmowali pozycje na skraju lasu, podczas kiedy my zabawialiśmy się swoimi fantami w lesie.
Dzisiaj po latach na wesoło wspominamy tamto wydarzenie.
Pozdrawiam

mechanik

  • Gość
Odp: Najmocniejszy numer mojego dzieciństwa
« Odpowiedź #4 dnia: 18.02.2010, 22:55:49 »
Misiu przypomniał mi sytuację z mojego numeru a było to tak
Jakieś 20 lat temu była moda na filmy o Wietnamie takie jak Rok w piekle ,Rambo itp.więc z kolegami zrobiliśmy sobie z drewna M16 i ubieraliśmy się w łaciate ciuchy(panterki).W czasie wakacji zrobiliśmy sobie taki wypad do lasu i odgrywaliśmy sceny z poszczególnych filmów ,a jako nastolatki po całodziennym zmaganiu się z wrogiem przy ognisku wypiliśmy jeszcze w lesie kilka butelek Patykiem pisane (TO BYŁY CZASY)no i nam odbiło ,nie pamiętam kto wpadł na pomysł aby wracając do domu wyskoczyć jeszcze na stacyjkę (już jej dzisiaj nie ma)Blachownia Śląska .Na tej stacyjce była brama ze strażą przemysłową z Zakładów Chemicznych, i tu żeśmy narozrabiali tak,że pół mojego miasta zostało postawione na nogi ,obława policyjna i inne tam służby a zaczęło się od tego że my ubrani w te panterki z tymi karabinami wpadliśmy na tą stacyjkę jak jakaś nierozgarnięta banda zaczęliśmy krzyczeć jakimś bełkotem i mierzyliśmy z tych drewnianych karabinów do tych ze straży przemysłowej że ci  tak spanikowali że ze strachu powiadomili policję że zaatakowała ich jakaś grupa Chorwatów (to były czasy wojny w Jugoli),a my nic nie wiedząc o tym powiadomieniu po zakończeniu naszej akcji wracając na osiedle zobaczyliśmy jak w naszym kierunku zbliża się kordon policji i krzyczą że mamy odłożyć broń,normalnie żeśmy zbaranieli i zesztywnieli .Najlepsze były miny policjantów jak zobaczyli te drewniane karabiny,ale bez kar się nie obyło nagana na koniec szkoły pomimo że rok szkolny dopiero miał się rozpocząć no i grzywnę jakąś rodzice musieli zapłacić za głupotę swojego syna .W Trybunie Opolskiej poświęcili nam całą stronę jak to Chorwaci zaatakowali Zakłady Chemiczne w Blachowni.Oczywiście karabiny nam zarekwirowano zostały tylko zdjęcia i wspomnienia tamtych chwil.
« Ostatnia zmiana: 19.02.2010, 16:26:27 wysłana przez mechanik »

Yarpen

  • Gość
Odp: Najmocniejszy numer mojego dzieciństwa
« Odpowiedź #5 dnia: 19.02.2010, 07:37:00 »
Mnie z czasów dzieciństwa i młodości przychodzą do głowy trzy opowieści. Z wszystkich trzech nie wiem czy się śmiać, czy płakać:

Opowieść pierwsza:

Właśnie rozpoczynały się pierwsze wakacje stanu wojennego a ja jako 10 latek strasznie się nudziłem. Brat cioteczny miał ogromną kolekcję łuków własnoręcznie wykonanych tj. kawały kija przeciągnięte sznurkiem. Strasznie mu pozazdrościłem i postanowiłem sobie zrobić jeden, za to porządny. Łuk powstał z solidnego dębu, cięciwa z długiego rzemienia, strzały z cieniutkiego bambusa (odpadki z połamanej wędki) no a groty wycinałem w warsztacie z grubej blachy, którą później dokładnie ostrzyłem. No i co dalej... Ano strzelałem do pobliskiej szopy zbudowanej z grubych bali. Niestety po 2 dniach straciło to urok. I gdy tak już zupełnie znudziło mnie strzelanie do szopy pech chciał, że napatoczyła się 6 letnia siostra. Niewiele myśląc strzeliłem jej w tyłek. Strzała jeszcze leciała, a ja już wiedziałem, że to był bład, już czułem, że bez porządnego manta się nie obejdzie. Siostra pobiegła ze strzałą w dupie do domu (strzała nie wypadła bo sam osobiście porobiłem jej zadziory...)  Jak już zaznaczyłem takiego manta jeszcze w życiu nie miałem.

Opowieść druga:

Działo się to ze 4 lata później. 10 - latek sąsiadów strasznie się męczył ze swoją świeżo zrobioną procą. Strzelał do kur swojej matki. Ale ja bałem się, że sobie oko wybije. Do strzelania używał tzw. hacli czyli kawałków zgiętego grubego drutu. Kury nawet nie zauważały jego prób, bo zupełnie mu nie szło. W pewnym momencie nie wytrzymałem i mu mówię, że to się robi zupełnie inaczej. A jak? - on na to. Niewiele myśląc wziąłem od niego procę, założyłem pocisk i wcale nie mierząc z 30 metrów wystrzeliłem w stronę kury jednocześcvie mówiąc Tak się to robi...Kura padła...Nic dziwnego zresztą straciła bowiem połowę głowy. Zrobiło mi się gorąco...Z domu wyszła matka dzieciaka i jakoś tak dziwnie popatrzyła na nas. Kura - martwa, dzieciak niewinnie się uśmiecha a ja z jeszcze dymiącą procą...Skończyło się tak, że u sąsiadów we wtorek był niezapowiedziany rosół, sąsiadka straciła do mnie kompletnie zaufanie. Za to jej syn patrzył na mnie jak na bohatera, snajpera, speidermana, commando i conana w jednym.

Opowieść trzecia:

Znowu cofnę się o kilka lat w tył. Epoka późnego Gierka. Dla mnie czas zupełnej swobody i niczym nieograniczonej zabawy (w końcu miałem dopiero 7 lat). Niczym nieograniczonej? Nie do końca bo na moim podwórzu mieszkał Pan Kogut. Nie bez przyczyny tak go nazwałem, bo faktycznie to on tam panował, ja często byłem przeganiany (głośnym pianiem, machaniem skrzydłami, uderzeniami dziba i ostrymi pazurami). Mama ciągle obiecywała, że pójdzie łobuz na rosół, ale jakoś ciągle mu się upiekało. A mnie ciągle gnębił. Wymyśliłem szatański plan. Widziałem niedalego często pijaczków, którzy zalegali na ziemi w przedziwnych czasem pozach. I nagle jak Dobromir miałem genialny plan. Upiję koguta... Tak, ale jak go do tego zmusić. Wziąłem 2 garście pszenicy ze spichrza, podwędziłem 100 ml najlepszego tatowego koniaku i namoczyłem ziarno w alkoholu przez całą noc. Rano gdy matka była w ogrodzie a ojciec w pracy poczęstowałem tym czymś Pana Koguta. Zaznaczam, że w miarę wykonywania mojej mikstury pojawiły się coraz większe wątpliwości czy Pan Kogut to w ogóle tknie. Rzeczywistość przeszła jednak wszystkie moje przypuszczenia. Zażarł prawie wszystko...Po 5 minutach padł na bok z takim dziwnym wyrazem dzioba...Oczy zaszły mu mgłą. Pomyslałem - to koniec i podszedłem stwierdzić zgon. I wtedy dotkliwie mnie dziobnął. Poderwał się, ale chyba przecenił swój zmysł równowagi bo padł na dziób (dosłownie). Właśnie wróciła matka z ogrodu. Ja udawałem, ze zajmuję się babkami w piaskownicy. Matka zauważyła koguta, dziwnie słaniajacego się po podwórzu. No tak teraz zdechnie, a mógł być z niego taki fajny rosół - powiedziała. Po 2 godzinach Pan Kogut się uspokoił - wręcz osowiał... Następnie podszedł do wodopoju i pił, pił i pił. Nigdy nie widziałem, żeby kogut tyle pił przy tym kręcąc głową jakby mówił "A było tyle pić". Pozytywnym skutkiem tej przygody było to, że od tej pory już mnie nie atakował, a przynajmniej już nie tak często i nie tak agresywnie.

Pzdr. Yarpen

Offline dawidoff

  • Użytkownik
  • **
  • Wiadomości: 136
  • Radom / Kraków Equipment: PROxima
Odp: Najmocniejszy numer mojego dzieciństwa
« Odpowiedź #6 dnia: 19.02.2010, 10:40:28 »
Kirkor robiles bączki z saletry i cukru? Super sprawa:) Moj ojciec spalil tak stodole( zle obliczyl tor lotu heh), baczki rulez:)
"Jaka epoka, jaki wiek,
Jaki rok, jaki miesiąc,
jaki dzień
I jaka godzina
Kończy się
A jaka zaczyna. "
gg: 6091973

Offline piesnababy

  • Aktywny użytkownik
  • ***
  • Wiadomości: 355
  • człowiek człowiekowi wilkiem - zombi zombi zombi
    • Pracownia Artystyczna CARAMEL
Odp: Najmocniejszy numer mojego dzieciństwa
« Odpowiedź #7 dnia: 19.02.2010, 10:52:11 »
Klawo się to czyta i od razu przypominają się własne akcje. Laki mi przypomniał moją niepoprawność polityczną na wycieczce do ZSRR - pierwsza połowa lat osiemdziesiątych, wśród wycieczkowiczów oczywiście politruk dbający o właściwe myślenie a ja pod mauzoleum oświadczam że zostaję w autokarze. Politruk pyta: dlaczego? Ja: Nie będę oglądał żółtego zgniłka. Trzeba było zobaczyć jego wzrok :D I tym sposobem nie zobaczyłem gdzie się wyrabia mysi olej (mouse oleum). Yarpen mi przypomniał co stało się z moją najlepszą strzałą. Wycieczka do składnicy harcerskiej po listewki o przekroju kwadratowym 1 x 1 cm i mozolne szlifowanie papierem ściernym do uzyskania przekroju okrągłego o średnicy 0,5 cm. Następnie wypalanie rozżarzonym gwoździem otworu na czubku, a następnie osadzenie w nim na distal gwoździa bez łebka - śmiertelna broń!!! I taką cudowna strzałę porwała mi kura sąsiada uciekając na oślep do lasu ze strzałą na wylot w szyi, nigdy nie wróciła a ja już nigdy nie strzelałem do niczego co żywe. Kirkor natomiast przypomniał mi jak wiele decybeli i jak mocne drżenie ziemi osiągaliśmy z kolegami. Gdy znudziło nam się wrzucanie do ogniska dezodorantów, przyszła kolej na litrową butelkę po ptysiu z benzyną, gaśnicę a na koniec turystyczną butlę gazową ale pustą - o dziwo nie strzeliła.
Teraz sam mam syna i zastanawiam się co zrobić żeby nie robił takich głupot jak tatuś.
pozdro
pies

mechanik

  • Gość
Odp: Najmocniejszy numer mojego dzieciństwa
« Odpowiedź #8 dnia: 04.03.2010, 22:18:33 »
Super lektura na wieczór napiszcie jeszcze coś-- naprawdę super się to czyta  ;D

Offline dziq

  • Aktywny użytkownik
  • ***
  • Wiadomości: 446
Odp: Najmocniejszy numer mojego dzieciństwa
« Odpowiedź #9 dnia: 01.08.2011, 01:09:51 »
Bardzo Ciekawe Historie moze jeszcze ktos z was ma takie ? bo mam chęć poczytac ;p

Offline masteo

  • Użytkownik
  • **
  • Wiadomości: 49
  • Rutus proxima 4
Odp: Najmocniejszy numer mojego dzieciństwa
« Odpowiedź #10 dnia: 01.08.2011, 09:54:09 »
Na poczatku powiem, ze od dziecka lubilem ogien i pirotechnike:)
mialem moze z 5 lat, pewnie mniej, tata jeszcze palil fajki.
Boze narodzenie, stala szopka - tradycyjna ze słomą, to wzialem zapalniczke i podpalilem wystajaca słomke.
Po chwili poszedlem do kuchni i powiedzialem do taty:
"tato sianko sie swieci" - tata odparl, ze raczej to choinka sie wieci,
powtorzylem swoja wypowiedz:
"tato ale to sianko sie swieci"
Tata zaciekawiony poszedl sprawdzic a tu juz regal zaczal sie jarac heh
Takiego lania jak wtedy nigdy nie zapomne:)

Jak z twojego dzieciństwa  :D 24 sek.
Najlepsze sceny z Filmu "JOB czyli ostatnia szara komórka"
Powyższy post wyraża jedynie opinię autora w dniu dzisiejszym. Nie może on służyć przeciwko niemu w dniu jutrzejszym, ani każdym innym następującym po tym terminie. Ponadto autor zastrzega sobie prawo zmiany poglądów, bez podawania przyczyny